No tak.. Idą swięta, a ja tu o wakacjach, ale taki m. in. był mój zamiar, kiedy powstał ten blog.. Zatem czasami na krótko będę tu do nich wracać..
To, co ujęło mnie na początku mojego pobytu u nowej rodziny Francuzów to był.. po prostu widok spiących dzieci, kiedy zobaczyłam je pierwszego wieczoru w ich łóżeczkach, takie malusie, jeszcze słodsze na żywo niż kiedy widziałam je na 2-óch zdjęciach przed wyjazdem. Jean (3) i Maxime (1 rok) - poznałam ich na drugi dzień, kiedy razem z mamą - Gaelle odebrałysmy chłopców ze żlobka. To byl fajny dzień, moglam się wyspać po podróży (mialam super wygodne lóżko), a Gaelle tej pierwszej nocy zostawila mi w pokoju kartkę o tym, żebym odpoczęla wlasnie i że poznanie dzieci może poczekać. No i zapukala, żeby dać mi zatyczki do uszu w razie, gdyby rano dzieci robily ogólny harmider. Nieźle.. To mi się podobało, chociaż ja mam twardy sen, więc i tak z nich nie skorzystalam (z resztą - bez przesady, nie robily mega halasu)..
Jak widać na powyższym przykładzie, są to ludzie uprzejmi, ale i... zdystansowani, o czym mogłam przekonać się już w czasie mojego pierwszego pobytu en France. W niektórych sytuacjach ich zachowanie bylo wg mnie aż dziwne. Od razu sobie wtedy myslalam, że Polacy są.. inni.. No różnimy się, różnimy.. Nie da się ukryć. Ale to jest fajne, taka różnorodnosc kulturowa..
Mój dzień wyglądal tak: rano od ok. 8:30 do 10:00 jadlam sniadanie (przez 2 tyg sama, potem już z Jankiem, jak go nazywam), ubieralam dzieci przemiennie z Gaelle (więc jak byl to Maxou - MAKSU, trzeba bylo go przewinąć) i ogólnie pilnowalam ich do czasu aż szlismy z Jeanem szukać slimaków (jego ulubione zajęcie, ja oczywiscie po pewnym czasie mialam tego dosyć), albo z dwójeczką na spacerek. O 12 asystowałam przy ich obiedzie i uwaga - to jest komedia - Francuzi potrafią dać swoim dzieciom do zjedzenia chipsy + plaster szynki, ale ich jedzenie to w ogóle inna historia.. W każdym razie częsciej dawali im jakies warzywa i mięso, a na deser jogurcik, więc komedii nie bylo aż tak czesto:) Po zjedzeniu miały siestę, do której też na zmianę z mamą ich przygotowywałysmy. Po obiedzie z doroslymi to była też przerwa dla mnie, 14-16, potem budzilam Janka (nie bylo fajnie gadać z nim, kiedy byl zaspany, ale dawalam rade), asystowalam przy podwieczorku (ewentualnie przewijalam Maxima) i znów gdzies szlismy (na plażę, plac zabaw, karuzelę lub do ogrodu warzywnego dziadków - Ile de Re, a jednego popoludnia bylam z Jankiem na teatrzyku "Guignol" - GINIOL). Potem kolacja, mycie, przebranie w piżamki, czytanie książki (z której Janek najbardziej lubił "Les fantomes" - opowiadanie o duchach i "Pipi, kaka, popo" - o siuskach, kupce i w ogóle, jak to mają dzieci w tym wieku)
Janek, jak na 3-latka przystalo, miewal różne humory, a wlasciwie zachowania. Byly momenty, kiedy bylam "gentille" - mila, byly też takie, kiedy mówil odwrotnie. Ogólnie zawsze chodzilo o to, żeby bylo po jego mysli. Ale Gaelle i Regis są raczej normalnymi rodzicami, dlatego mialam prawo skarcić, gdy bylo trzeba..
Reasumując, niezle doswiadczenie, taki wakacyjny kurs, samoksztalcenie pedagogiczne...
Jak będę miala czas i ochotę, opiszę jeszcze gdzie bylam konkretnie, co robilam w wolne dni, kogo spotkalam, ogólne spostrzeżenia i co mi przyjdzie do glowy. Tak myslę...
niedziela, 14 grudnia 2008
poniedziałek, 8 grudnia 2008
Wyszperane z mojego biurka
Oto, co znalazłam niedawno w swoich rzeczach:
2 teksty, rzekłabym nawet wiersze, napisane przez bardzo fajnych ludzi na mojej 18-ce. Stworzone na podstawie naszego alfabetu, dodam przepiękne, dlatego uważam, że warto je tu umiescić...
Number 1:
A Asia
B Biskupik
C cenna
D dziewczyna
E element
F fantazji
G gdzie
H hamak
I i
J jabloń
K kolyszą
L lubi
Ł lapać
M male
N natchnienia
O obrazem
P poruszać
R rzeczywistosć
S stworzenie
T transcendentnego
W Wszechmogącego
U Uwielbionego
Z Zbawiciela
Number 2:
Asia bowiem ceni dobroć
Ewentualnie fantazjuje godzinami
Hałasując i jeżdżąc koleją
Lub łodzią marynarki narodowej
Obserwując przyrodę roztaczającą się
Tajemniczo u wybrzeży Zelowa
2 teksty, rzekłabym nawet wiersze, napisane przez bardzo fajnych ludzi na mojej 18-ce. Stworzone na podstawie naszego alfabetu, dodam przepiękne, dlatego uważam, że warto je tu umiescić...
Number 1:
A Asia
B Biskupik
C cenna
D dziewczyna
E element
F fantazji
G gdzie
H hamak
I i
J jabloń
K kolyszą
L lubi
Ł lapać
M male
N natchnienia
O obrazem
P poruszać
R rzeczywistosć
S stworzenie
T transcendentnego
W Wszechmogącego
U Uwielbionego
Z Zbawiciela
Number 2:
Asia bowiem ceni dobroć
Ewentualnie fantazjuje godzinami
Hałasując i jeżdżąc koleją
Lub łodzią marynarki narodowej
Obserwując przyrodę roztaczającą się
Tajemniczo u wybrzeży Zelowa
środa, 3 grudnia 2008
Śmieszne słówka hiszpańskie
Jak narazie te mi się spodobały:
-'companero' (czyt. kompaniero),
-'ochio' (8; czyt. ocio),
-'ochenta' (80) i analogicznie 'ochenta y ocho'
(88; czyt. ocienta i ocio),
-'ubicacion' (położenie, np. geograficzne),
-'Bomberos' (straż pożarna) :))))))))))))
-'companero' (czyt. kompaniero),
-'ochio' (8; czyt. ocio),
-'ochenta' (80) i analogicznie 'ochenta y ocho'
(88; czyt. ocienta i ocio),
-'ubicacion' (położenie, np. geograficzne),
-'Bomberos' (straż pożarna) :))))))))))))
niedziela, 23 listopada 2008
Jeanne
'Jeanne est un etre
doue d'une tres forte
volonte, d'un tres riche
potentiel et d'une
profonde intuition
qui la guident vers
son destin...
Elle vise les sommets
les plus eleves qu'elle
finit par atteindre...
finalement!
Quand Jeanne est
amoureuse, elle cache
bien ses sentiments,
et cela jusqu'a l'extreme
limite... Et le mur
de sa pudeur resiste
a bien des assauts!'
To o moim imieniu tak ładnie, po francusku.. Mam taką zakładkę fajną:) Ale nie będę tłumaczyć, bo trudno powiedzieć, co z tego jest prawdą. A najważniejsze da się wyłapać. Bogaty potencjał, głęboka intuicja i takie tam...
doue d'une tres forte
volonte, d'un tres riche
potentiel et d'une
profonde intuition
qui la guident vers
son destin...
Elle vise les sommets
les plus eleves qu'elle
finit par atteindre...
finalement!
Quand Jeanne est
amoureuse, elle cache
bien ses sentiments,
et cela jusqu'a l'extreme
limite... Et le mur
de sa pudeur resiste
a bien des assauts!'
To o moim imieniu tak ładnie, po francusku.. Mam taką zakładkę fajną:) Ale nie będę tłumaczyć, bo trudno powiedzieć, co z tego jest prawdą. A najważniejsze da się wyłapać. Bogaty potencjał, głęboka intuicja i takie tam...
piątek, 21 listopada 2008
Dzień za dniem..
Dzięki Bogu przeżyłam ten tydzień. W czw. 9 godzin na studiach i tak chyba będzie do końca semestru. Trudniej wtedy nie narzekać, zwłaszcza gdy wszyscy wokół chcąc, nie chcąc to robią, ale chyba o to chodzi. Nie ze wszystkim jest tak łatwo. Zawsze trzeba szukać tej dobrej strony albo przynajmniej się starać. Bo w ten czwartek było też wesoło: wykładowca fonetyki nazwał mnie Amelią. Dlaczego? Bo uczy się naszych imion, a że w grupie są 3 Asie, jedna jest Joanną, druga zdrobnieniem, a ja.. wyszło, że Amelią (moje drugie imię). W sumie, podobno przez pierwsze 2 lata mojego życia, tak mnie nazywali. Ale babcia (mama mamy) częściej opowiadała historię o mojej ulubionej książce, która zaczynała się: Były sobie trzy świnki... :)
Mimo chęci pójścia do Narnii zostałam w domu, bo bolała mnie głowa i przespałam 4 godz. Zmęczenie materiału po 5-ciu dniach.. Przed nami weekend, więc życzę wszystkim dużo odpoczynku.. a teraz znów idę spać..
Mimo chęci pójścia do Narnii zostałam w domu, bo bolała mnie głowa i przespałam 4 godz. Zmęczenie materiału po 5-ciu dniach.. Przed nami weekend, więc życzę wszystkim dużo odpoczynku.. a teraz znów idę spać..
czwartek, 13 listopada 2008
Powiedzmy że luzacki czwartek..
No cóż, tak bywa na moich studiach. Wykładowcy, jak gdzieś nie wyjeżdżają służbowo i nie są chorzy (lub "chorzy"), to biorą udział w jakichś konferencjach. Z tego powodu dzisiaj znów nie mieliśmy zajęć, za to musieliśmy pojechać do centrum szkoleniowo-konferencyjnego UŁ na otwarcie III międzynarodowej konferencji argotologicznej, że się tak wyrażę, czyli dotyczącej gwar i żargonów francuskich (po francusku z resztą). Spędziliśmy tam tylko pół godziny (robiąc za sztuczny tłum), żeby wykładowca fonetyki wpisał nam obecność, jako że wystawia ocenę na semestr wg frekwencji właśnie. Trochę się spóźniłyśmy z koleżanką z Sieradza, ale faktem jest, że nie zaczęli punktualnie, więc w sumie zdążyłyśmy. Potem i tak musiałyśmy dorwać jegomościa, żeby nie zapomniał nas zaznaczyć na liście.
Wracając, miałam wejść do mieszkania Adama, żeby wyprowadzić Inkę, bo przecież oni są taaacy zapracowani. Wchodzę, a ona merda ogonem, którego nie ma. Słodkie boże stworzonko!
Następnie, idąc już do siebie, spotkałam, a raczej ona mnie - jak się określiła - misjonarka. Misjonarka-mormonka to była. Z Niemiec. Pogadałyśmy chwilę, no bo czemu nie i znów czegoś mi brakowało..
W dodatku, popsztykałam się z kimś po raz n-ty. Życie..
I.. nie wiem, co z tego wynika.
Wracając, miałam wejść do mieszkania Adama, żeby wyprowadzić Inkę, bo przecież oni są taaacy zapracowani. Wchodzę, a ona merda ogonem, którego nie ma. Słodkie boże stworzonko!
Następnie, idąc już do siebie, spotkałam, a raczej ona mnie - jak się określiła - misjonarka. Misjonarka-mormonka to była. Z Niemiec. Pogadałyśmy chwilę, no bo czemu nie i znów czegoś mi brakowało..
W dodatku, popsztykałam się z kimś po raz n-ty. Życie..
I.. nie wiem, co z tego wynika.
środa, 12 listopada 2008
BAZA CENTRUM
Tak, też tam byłam. Pojechałam z nadzieją doznania czegoś nowego, dobrego, jakiejś zmiany, jakiegoś poruszenia.. Do końca nie byłam pewna, czy pojadę.. Właśnie dlatego, że chciałam czegoś doświadczyć, coś stamtąd zabrać, nie jechać na kolejny zlot i mieć jakiś niedosyt czy czuć jakąś pustkę.. Niestety już tak bywało, dlatego m. in. się zastanawiałam. W końcu udało mi się pojechać i skorzystać z całego dostępnego czasu. Niczego mi tam nie brakowało, więc wszystko jest w porządku, ale trudno mi to opisać. Po prostu, może czekałam na coś więcej, ale chyba zrozumiałam, że sama (cudem z góry), muszę więcej z siebie dawać. A zrozumiałam to już dawno temu w trawie i ciągle czekam na to coś... Naprawdę, było cudnie: ci ludzie, atmosfera, te ważne rzeczy, o których słyszałam, głupawki, które nam towarzyszyły (zwłaszcza w przedostatni dzień; uśmiałam się z niektórymi i to jest piękne; dziewczyny - jesteście super!). To jest to, co lubię, w takich miejscach dobrze się czuję. Ale, żeby brać, trzeba dawać. Wiadomo. Powiało mądrym zdaniem:) I wiem, że będę się starać, chcę się starać i oby mi to wychodziło. Amen.
dużo nas...
No wysypało blogerów, wysypało.. Czemuż? No fajne to jest.. Tak sobie pisać i kompletować. Dzisiaj mi się przypomniało, że na maturze był tekst o blogach właśnie (nie sądziłam że do tego wrócę - kiedy to było?), dawno temu w trawie:)..
Musi mi się tu udać wrócić do wakacji.. Bo to super czas. Ja np. mam nieraz takie sentymentalne chwile, zwłaszcza gdy słucham muzyki, tej, która towarzyszyła mi w danym momencie.. Wtedy, może nie wszystko, ale sporo się przypomina i myślę, że nie tylko ja tak mam.
A dzisiaj, po długim, mimo wszystko cudownym weekendzie (bo w jakże doborowym towarzystwie ludzi i nie tylko), powrót do codzienności. Ale nie narzekam. Między zajęciami zachodzę czasem do domu, tak też zdarzyło się dzisiaj. To b. pozytywny aspekt, że mam 20 minut na pieszo w jedną str. (a 2-godzinne okienko) i mogę w tym czasie np. zjeść. Niektórzy siedzą na uczelni cały dzień i praktycznie nie mają przerw. Nie znaczy to, że w ogóle nie jestem zmęczona, podkreślam tylko, że nie mam na co narzekać.
Musi mi się tu udać wrócić do wakacji.. Bo to super czas. Ja np. mam nieraz takie sentymentalne chwile, zwłaszcza gdy słucham muzyki, tej, która towarzyszyła mi w danym momencie.. Wtedy, może nie wszystko, ale sporo się przypomina i myślę, że nie tylko ja tak mam.
A dzisiaj, po długim, mimo wszystko cudownym weekendzie (bo w jakże doborowym towarzystwie ludzi i nie tylko), powrót do codzienności. Ale nie narzekam. Między zajęciami zachodzę czasem do domu, tak też zdarzyło się dzisiaj. To b. pozytywny aspekt, że mam 20 minut na pieszo w jedną str. (a 2-godzinne okienko) i mogę w tym czasie np. zjeść. Niektórzy siedzą na uczelni cały dzień i praktycznie nie mają przerw. Nie znaczy to, że w ogóle nie jestem zmęczona, podkreślam tylko, że nie mam na co narzekać.
piątek, 31 października 2008
Czas zacząć
Zamierzam umieścić tu m. in. moje wspomnienia z wakacji, które gdzieś tam sobie zebrałam, ale - jak w tytule - zaczynam (wreszcie się za to wzięłam), więc trochę potrwa, zanim spiszę tu to, co chcę... Może przez to brakować chronologii, ale co tam, to nie będzie dziennik. Ten, kto zakłada bloga, robi to wg swoich upodobań, taki też będzie mój:) Po prostu: 'quelquefois quelque chose a propos de moi'..., czyli czasem coś o mnie i kropka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)