niedziela, 23 listopada 2008

Jeanne

'Jeanne est un etre
doue d'une tres forte
volonte, d'un tres riche
potentiel et d'une
profonde intuition
qui la guident vers
son destin...
Elle vise les sommets
les plus eleves qu'elle
finit par atteindre...
finalement!
Quand Jeanne est
amoureuse, elle cache
bien ses sentiments,
et cela jusqu'a l'extreme
limite... Et le mur
de sa pudeur resiste
a bien des assauts!'

To o moim imieniu tak ładnie, po francusku.. Mam taką zakładkę fajną:) Ale nie będę tłumaczyć, bo trudno powiedzieć, co z tego jest prawdą. A najważniejsze da się wyłapać. Bogaty potencjał, głęboka intuicja i takie tam...

piątek, 21 listopada 2008

Dzień za dniem..

Dzięki Bogu przeżyłam ten tydzień. W czw. 9 godzin na studiach i tak chyba będzie do końca semestru. Trudniej wtedy nie narzekać, zwłaszcza gdy wszyscy wokół chcąc, nie chcąc to robią, ale chyba o to chodzi. Nie ze wszystkim jest tak łatwo. Zawsze trzeba szukać tej dobrej strony albo przynajmniej się starać. Bo w ten czwartek było też wesoło: wykładowca fonetyki nazwał mnie Amelią. Dlaczego? Bo uczy się naszych imion, a że w grupie są 3 Asie, jedna jest Joanną, druga zdrobnieniem, a ja.. wyszło, że Amelią (moje drugie imię). W sumie, podobno przez pierwsze 2 lata mojego życia, tak mnie nazywali. Ale babcia (mama mamy) częściej opowiadała historię o mojej ulubionej książce, która zaczynała się: Były sobie trzy świnki... :)
Mimo chęci pójścia do Narnii zostałam w domu, bo bolała mnie głowa i przespałam 4 godz. Zmęczenie materiału po 5-ciu dniach.. Przed nami weekend, więc życzę wszystkim dużo odpoczynku.. a teraz znów idę spać..

czwartek, 13 listopada 2008

Powiedzmy że luzacki czwartek..

No cóż, tak bywa na moich studiach. Wykładowcy, jak gdzieś nie wyjeżdżają służbowo i nie są chorzy (lub "chorzy"), to biorą udział w jakichś konferencjach. Z tego powodu dzisiaj znów nie mieliśmy zajęć, za to musieliśmy pojechać do centrum szkoleniowo-konferencyjnego UŁ na otwarcie III międzynarodowej konferencji argotologicznej, że się tak wyrażę, czyli dotyczącej gwar i żargonów francuskich (po francusku z resztą). Spędziliśmy tam tylko pół godziny (robiąc za sztuczny tłum), żeby wykładowca fonetyki wpisał nam obecność, jako że wystawia ocenę na semestr wg frekwencji właśnie. Trochę się spóźniłyśmy z koleżanką z Sieradza, ale faktem jest, że nie zaczęli punktualnie, więc w sumie zdążyłyśmy. Potem i tak musiałyśmy dorwać jegomościa, żeby nie zapomniał nas zaznaczyć na liście.
Wracając, miałam wejść do mieszkania Adama, żeby wyprowadzić Inkę, bo przecież oni są taaacy zapracowani. Wchodzę, a ona merda ogonem, którego nie ma. Słodkie boże stworzonko!
Następnie, idąc już do siebie, spotkałam, a raczej ona mnie - jak się określiła - misjonarka. Misjonarka-mormonka to była. Z Niemiec. Pogadałyśmy chwilę, no bo czemu nie i znów czegoś mi brakowało..
W dodatku, popsztykałam się z kimś po raz n-ty. Życie..
I.. nie wiem, co z tego wynika.

środa, 12 listopada 2008

BAZA CENTRUM

Tak, też tam byłam. Pojechałam z nadzieją doznania czegoś nowego, dobrego, jakiejś zmiany, jakiegoś poruszenia.. Do końca nie byłam pewna, czy pojadę.. Właśnie dlatego, że chciałam czegoś doświadczyć, coś stamtąd zabrać, nie jechać na kolejny zlot i mieć jakiś niedosyt czy czuć jakąś pustkę.. Niestety już tak bywało, dlatego m. in. się zastanawiałam. W końcu udało mi się pojechać i skorzystać z całego dostępnego czasu. Niczego mi tam nie brakowało, więc wszystko jest w porządku, ale trudno mi to opisać. Po prostu, może czekałam na coś więcej, ale chyba zrozumiałam, że sama (cudem z góry), muszę więcej z siebie dawać. A zrozumiałam to już dawno temu w trawie i ciągle czekam na to coś... Naprawdę, było cudnie: ci ludzie, atmosfera, te ważne rzeczy, o których słyszałam, głupawki, które nam towarzyszyły (zwłaszcza w przedostatni dzień; uśmiałam się z niektórymi i to jest piękne; dziewczyny - jesteście super!). To jest to, co lubię, w takich miejscach dobrze się czuję. Ale, żeby brać, trzeba dawać. Wiadomo. Powiało mądrym zdaniem:) I wiem, że będę się starać, chcę się starać i oby mi to wychodziło. Amen.

dużo nas...

No wysypało blogerów, wysypało.. Czemuż? No fajne to jest.. Tak sobie pisać i kompletować. Dzisiaj mi się przypomniało, że na maturze był tekst o blogach właśnie (nie sądziłam że do tego wrócę - kiedy to było?), dawno temu w trawie:)..
Musi mi się tu udać wrócić do wakacji.. Bo to super czas. Ja np. mam nieraz takie sentymentalne chwile, zwłaszcza gdy słucham muzyki, tej, która towarzyszyła mi w danym momencie.. Wtedy, może nie wszystko, ale sporo się przypomina i myślę, że nie tylko ja tak mam.
A dzisiaj, po długim, mimo wszystko cudownym weekendzie (bo w jakże doborowym towarzystwie ludzi i nie tylko), powrót do codzienności. Ale nie narzekam. Między zajęciami zachodzę czasem do domu, tak też zdarzyło się dzisiaj. To b. pozytywny aspekt, że mam 20 minut na pieszo w jedną str. (a 2-godzinne okienko) i mogę w tym czasie np. zjeść. Niektórzy siedzą na uczelni cały dzień i praktycznie nie mają przerw. Nie znaczy to, że w ogóle nie jestem zmęczona, podkreślam tylko, że nie mam na co narzekać.