Co mi się dziś przydarzyło? Ach no to, że postawiłam na trochę nogi me dwie w Szwajcarii. Wybraliśmy się do Reignier w regionie Górnej Sabaudii. Zapowiadało się pochmurnie, ale jadąc raz w górę, raz w dół, rozjaśniało się na tyle, że jak dotarliśmy do w. w. mieściny to słońce na dobre pogoniło chmury. Poznałam Myriam, która tam mieszka. Równa z niej kobieta (z resztą tak samo jak jej siostra). Chyba skorzystam z zaproszenia, by zobaczyć jeszcze kiedyś Genewę. Wszakże widziałam tylko jej fragment. Wystarczający, by ponownie stwierdzić, że i tak jak zrobię zdjęcia, to nie to samo, co na żywo. Chciałoby się, żeby niektórzy widzieli pewne miejsca razem ze mną. To by dopiero było, jakby rzekły Smerfy w wersji francuskiej - schtroumpfant! Będąc u Myriam, miałam na moment w rękach komiks o Smerfach właśnie i się dowiedziałam, że w ich wersji ABSOLUTNIE wszystko jest smerfowe, czyli w komiksach używają czasowników, rzeczowników, przymiotników, itd. od słowa schtroumpf właśnie, tj. smerf. Wszystko oczywiście należy interpretować wg kontekstu. Niezłe. Urzekło mnie to, bo w naszej wersji nie ma czegoś takiego (albo się mylę). Są po prostu Smerfy, mają swoją smerfową krainę, jest Papa Smerf, jest Smerfetka i w zasadzie to wszystko.
Dosyć o Smerfach. Wróćmy do Szwajcarii, a właściwie Genewy. Przede wszystkim kosmopolityczna. Usłyszy się tam francuski, niemiecki, włoski, angielski i parę innych jeszcze języków. Kolorowo, zegarowo, luksusowo, mniej więcej tak mi się rzuciła w oczy. Mieszanka kulturowa, a w tle siedziby marek zegarków za nie chcę wiedzieć ile pieniędzy. Fotorelacja być może już jutro, cierpliwości...
Wracając, zatrzymaliśmy się w Cerdon (region Rodan-Alpy), czyli tam, skąd pochodzi... cerdon. W zasadzie wcześniej, aż do tej pory, nie widziałam francuskich winnic, a tutaj tak ładnie były "rozprasowane" na wyżynnych polach. Zaszliśmy do jednej z winiarni i mieliśmy okazję spróbować.
Na końcu pokazali mi jeszcze spory kawałek zielonego terenu, zaraz przy Decines, gdzie jesteśmy. Jest tam jezioro, campingi, ludzie grają w piłkę, piknikują się. Co w tym szczególnego, co odróżnia to miejsce od np. łódzkiego Arturówka? To, że ludzie piknikują w konkretnych grupach, dzielą się na Azjatów, czarnoskórych, Arabów... Takie zamknięte grupy powstają bardzo szybko, ale ciekawe, kto wie, że są tego typu miejsca? Piszę tu o tej zielonej przestrzeni, nie o jakichś gettach. Nie jest to dość specyficzne?
niedziela, 31 lipca 2011
środa, 27 lipca 2011
27.07.2011
Miało padać wg wczorajszej prognozy na France 3. Nic z tych rzeczy. Dziś mija ważny dzień. Jeśli wszystko potoczy się wg sprzyjającego mi scenariusza, to będzie niezłe wyzwanie. Jestem dobrej myśli. Resztę załatwi Reżyser. Dobrze, że nie muszę się martwić. Nie wiedząc wszystkiego, wiem chociaż tyle, że wszystko ma jakiś cel.
Tymczasem obserwuję sobie. Doceniam ich transport publiczny, świetnie zorganizowany. Podobają mi się jasne budynki, kurtuazja w sklepie czy w punkcie sprzedaży biletów. Multikulturowość widoczna na każdym kroku. Jeszcze dużo przede mną do odkrycia. Będzie się działo!
Tymczasem obserwuję sobie. Doceniam ich transport publiczny, świetnie zorganizowany. Podobają mi się jasne budynki, kurtuazja w sklepie czy w punkcie sprzedaży biletów. Multikulturowość widoczna na każdym kroku. Jeszcze dużo przede mną do odkrycia. Będzie się działo!
26.07.2011
No i jestem tu, gdzie mam teraz być. Cała i zdrowa, jak to się mówi. Podróże autokarem też fajne. Zaczynam tworzyć moje narracje wręcz od razu, bo takie małe i duże podróże zawsze inspirują. Cieszę się, bo teraz to coś innego, mój pobyt w innym charakterze. Spotkałam miłe chrześcijańskie małżeństwo. Mają 14-letniego syna m.in. Innego nie poznałam. Swojsko tu u nich. Fajnie usłyszeć za oknem pokoju ludzi rozmawiających po francusku, krzyk dzieciaków. Fajnie też uśmiać się słysząc, jak próbują dobrze wymówić moje imię. Miesiąc u nich... Sympatycznie, a jednak w aucie pojawiła się myśl typu: oj, w końcu tu jestem, it’s real! Znów trzeba się przyzwyczaić, zadomowić, rozeznać. W czasie podróży nic takiego mi do głowy nie przychodziło. Myśl szybko przyszła, zważywszy na to, że to pierwszy dzień, więc nie ma co jeszcze tęsknić (!), ale i szybko minęła. Reszta drogi upłynęła na miłej pogawędce zapoznawczej. Uf… Cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)