środa, 27 lipca 2011

26.07.2011

No i jestem tu, gdzie mam teraz być. Cała i zdrowa, jak to się mówi. Podróże autokarem też fajne. Zaczynam tworzyć moje narracje wręcz od razu, bo takie małe i duże podróże zawsze inspirują. Cieszę się, bo teraz to coś innego, mój pobyt w innym charakterze. Spotkałam miłe chrześcijańskie małżeństwo. Mają 14-letniego syna m.in. Innego nie poznałam. Swojsko tu u nich. Fajnie usłyszeć za oknem pokoju ludzi rozmawiających po francusku, krzyk dzieciaków. Fajnie też uśmiać się słysząc, jak próbują dobrze wymówić moje imię. Miesiąc u nich... Sympatycznie, a jednak w aucie pojawiła się myśl typu: oj, w końcu tu jestem, it’s real! Znów trzeba się przyzwyczaić, zadomowić, rozeznać. W czasie podróży nic takiego mi do głowy nie przychodziło. Myśl szybko przyszła, zważywszy na to, że to pierwszy dzień, więc nie ma co jeszcze tęsknić (!), ale i szybko minęła. Reszta drogi upłynęła na miłej pogawędce zapoznawczej. Uf… Cdn.

Brak komentarzy: