czwartek, 22 września 2011

22.09.2011

Jak zwykle długo się zbieram, żeby cokolwiek tu napisać, ale już spieszę z opowieściami.
No jest pięknie ujmując ogół dotychczasowych wrażeń, na co liczyłam przed wyjazdem. Cudne miasto, dużo miejsc do zobaczenia, sporo wydarzeń kulturalnych, życie studenckie pełną parą. System edukacji taki sam w strukturze (3 lata licencjat, 2 lata studia magisterskie, itd.). Za to inny od wewnątrz, że tak to ujmę, porównując go przynajmniej z moim kierunkiem. Wykłady w dużych aulach zamiast w szkolarskich salkach dla kilkunastu osób, anonimowość zamiast list obecności, szmer stukania na klawiaturze przez co najmniej 50 % słuchaczy poza tradycyjnym notowaniem. Zaliczenia przedmiotów głównie pisemne, ale na studiach językowych nie brakuje ustnych. W śródsemestrze zbiera się wykładowcom na referaty i expose studentów. Takie to ich metody, typowe dla Francji. Skoro nie mają nic przeciwko stercie prac do sprawdzenia w podobnym czasie, to proszę bardzo!
Poza tym, ogólna dezorganizacja jak wszędzie. Lista przedmiotów umieszczona na stronie uni, a rozkład czasowy absolutnie wszędzie! Sekretariat nie jest w stanie pomóc, bo sam nic nie wie. Do tej pory tylko wykłady, od przyszłego tygodnia dochodzą ćwiczenia. Jak wybrać sensownie zajęcia, kiedy się pokrywają? Plusem programu Erasmus jest to, że można mieszać zajęcia z różnych lat i kierunków. Jakoś damy radę, a już na pewno tak ułożymy sobie plan, żeby "nie zrobić sobie krzywdy".

Na wydziale "Langues" mają mnóstwo kombinacji, od wszechobecnego angielskiego po hiszpański, włoski, portugalski, niemiecki, rumuński, węgierski, rosyjski, polski (!), jak również chiński i japoński. Dzięki temu, mam przynajmniej jeden odpowiednik zajęć z polskiego programu - Tłumaczenia. Są to zajęcia dla 3-ego roku na stopniu licencjat ze specjalnością angielski/polski. Dopiero tutaj mam okazję zobaczyć z czym to się w ogóle je, bo to wcale nie takie oczywiste. Zajęcia prowadzi Polak. Szkoda, że mają tylko 2 ects. Tak czy inaczej, dość zabawnie z tymi zajęciami. Oczywiście, liczba uczestników nie przekracza 6 osób (z Erasmusami), ale ciekawe jest to, że Francuzi mający pochodzenie polskie, mogą uczyć się na studiach polskiego właśnie. Poza nimi znajdą się Polacy, którzy tu zamieszkali. Dla nas jest to o tyle przydatne, że możemy mieć mniej więcej zarys tego, co robi się na studiach magisterskich z romanistyki. I co istotne, z przejściem na język polski.
Rozbrajają mnie trochę przypadki osób, które przyjechały tu raz i na tyle im sie spodobało, że zostały we Francji i po roku mówią po francusku, nie ucząc sie nigdy wcześniej języka. Ja uczę się od lat, a jesteśmy na podobnym poziomie. Różnica jest może jedna: ja potrafię pisać po francusku.
Jeśli chodzi o hiszpański, to jest już trudniej. Jeśli zdecydowałabym się na jakiekolwiek zajęcia z tłumaczeń, to byłyby wtedy 2 obce języki (tłumaczenia z hiszpańskiego na francuski i odwrotnie). W mojej głowie byłby wówczas jeszcze polski, co raczej nie ułatwia sprawy, wręcz przeciwnie, bo żeby przetłumaczyć coś z jednego języka romańskiego na drugi, muszę znać odpowiedniki czy też kontekst po polsku. A zajęć z połączeniem hiszpańskiego i polskiego nie znajdę. Muszą mi zatem wystarczyć inne dostępne zajęcia z hiszpańskiego. Oprócz nich, będę miała coś z dziedziny językoznawstwa. W tym tygodniu zjawiłam się na 2-óch takich zajęciach. Grupa złożyła się głównie z Erazmusów z Niemiec. Chociaż my pozwolimy profesorowi dzielić się z nami wiedzą. Tak to mniej więcej wygląda.
Poza uczelnią same przyjemności, na nudę nie ma czasu. Trzeba zaznaczyć, że to, co pisałam wcześniej o mentalności Francuzów, jest aktualne, natomiast z rozpoczęciem zajęć, życiem akademickim i poznawaniem ludzi na stopie międzynarodowej wszystko inaczej wygląda. Istnieją Francuzi, którzy potrafią zaskoczyć.
W najbliższym czasie biorę udział w grupowym odkrywaniu miasta przez Erazmusów, a w październiku szykują się: jednodniowa wycieczka do Annecy, marsz tunelem przyszłej linii metra lyońskiego, festiwal filmowy z udziałem Gerarda Depardieu. Będę świadkiem, jak odbiera nagrodę braci Lumiere!
Jak widać, dobrze mi tu. Tego samego życzę Wam i pozdrawiam najmocniej:)

Ps. Wkrótce zdjęcia na fb.