czwartek, 21 czerwca 2012

Post-Erasmus etap's begining

No i zaczęło się. Nadchodzi nostalgia za czymś, co trwa jeszcze tylko 6 dni, która musi niestety nadejść i którą rozumieją tylko ci, którzy też to przeżyli. Zastanawiam się tylko, jak długo będzie trwać. Tydzień, 2, cały kolejny rok? Zapewne sprawa indywidualna, ale raczej nieunikniona. Sentymenty... Nie chcę i chcę wyjechać. Będę wracać, ale to już nie to samo. Zdebarkuję w ojczyźnie i co? Tak właśnie, zdebarkuję, nie inaczej. To nie polskie słowo? Ani też angielskie czy francuskie. I kto to zrozumie? No kto? Dobrze, że to nie tylko mój problem. Tak więc zdebarkuję i otworzę mój nowy rozdział pod roboczym tytułem "Come back: re-active time in my hometown". Myśl o zdaniu typu: "No i opowiadaj jak było!" jest w tym momencie odrzucająca. Jak było?! Ale w którym momencie?! W jakim miejscu?! Z którymi ludźmi?! Przy okazji jakiej przygody (tej przyjemnej czy nie??)... Tego nie da się streścić o tak po prostu. Zdjęcia też tego nie pokażą. Ilość rzeczy, które zrobiłam, które jeszcze mogłabym zrobić, te miejsca, te momenty, ci ludzie, ta atmosfera, ta euforia, ta ja! Co z tego, że powiem Ci o spaniu na plaży nad oceanem czy o nocnym gotowaniu, jeśli nie było Cię przy tym? Wracam do domu, ale jednocześnie wyjeżdżam z tego, który powstał tutaj, co wiąże się z mieszaniem odmiennych realiów. Teraz jakby na nowo muszę przyzwyczaić się do czegoś, co przecież dobrze znam. Znane dźwięki będą jakby słyszane po raz pierwszy. Język ojczysty nie zabrzmi jak obcy, ale będzie go dużo, wszyscy wokół będą się nim posługiwać jak do tej pory. Być może usłyszę słowa, których dawno już nie słyszałam. Będę jeść rzeczy, których smak znam doskonale, jakbym próbowała je po raz pierwszy. Finał Euro 2012 będzie z polskimi komentarzami... A może będę szukać rzeki, której nie ma? Na pewno będę słuchać muzyki, która mi tu towarzyszyła. Wtedy będę myśleć jeszcze więcej, ale jakby nie było to smutne, przejdę przez to. Nawet jest to potrzebne. Dziękuję za uwagę. JB