środa, 27 lipca 2011

27.07.2011

Miało padać wg wczorajszej prognozy na France 3. Nic z tych rzeczy. Dziś mija ważny dzień. Jeśli wszystko potoczy się wg sprzyjającego mi scenariusza, to będzie niezłe wyzwanie. Jestem dobrej myśli. Resztę załatwi Reżyser. Dobrze, że nie muszę się martwić. Nie wiedząc wszystkiego, wiem chociaż tyle, że wszystko ma jakiś cel.

Tymczasem obserwuję sobie. Doceniam ich transport publiczny, świetnie zorganizowany. Podobają mi się jasne budynki, kurtuazja w sklepie czy w punkcie sprzedaży biletów. Multikulturowość widoczna na każdym kroku. Jeszcze dużo przede mną do odkrycia. Będzie się działo!

26.07.2011

No i jestem tu, gdzie mam teraz być. Cała i zdrowa, jak to się mówi. Podróże autokarem też fajne. Zaczynam tworzyć moje narracje wręcz od razu, bo takie małe i duże podróże zawsze inspirują. Cieszę się, bo teraz to coś innego, mój pobyt w innym charakterze. Spotkałam miłe chrześcijańskie małżeństwo. Mają 14-letniego syna m.in. Innego nie poznałam. Swojsko tu u nich. Fajnie usłyszeć za oknem pokoju ludzi rozmawiających po francusku, krzyk dzieciaków. Fajnie też uśmiać się słysząc, jak próbują dobrze wymówić moje imię. Miesiąc u nich... Sympatycznie, a jednak w aucie pojawiła się myśl typu: oj, w końcu tu jestem, it’s real! Znów trzeba się przyzwyczaić, zadomowić, rozeznać. W czasie podróży nic takiego mi do głowy nie przychodziło. Myśl szybko przyszła, zważywszy na to, że to pierwszy dzień, więc nie ma co jeszcze tęsknić (!), ale i szybko minęła. Reszta drogi upłynęła na miłej pogawędce zapoznawczej. Uf… Cdn.