niedziela, 14 grudnia 2008

Wakacyjne sentymenty

No tak.. Idą swięta, a ja tu o wakacjach, ale taki m. in. był mój zamiar, kiedy powstał ten blog.. Zatem czasami na krótko będę tu do nich wracać..
To, co ujęło mnie na początku mojego pobytu u nowej rodziny Francuzów to był.. po prostu widok spiących dzieci, kiedy zobaczyłam je pierwszego wieczoru w ich łóżeczkach, takie malusie, jeszcze słodsze na żywo niż kiedy widziałam je na 2-óch zdjęciach przed wyjazdem. Jean (3) i Maxime (1 rok) - poznałam ich na drugi dzień, kiedy razem z mamą - Gaelle odebrałysmy chłopców ze żlobka. To byl fajny dzień, moglam się wyspać po podróży (mialam super wygodne lóżko), a Gaelle tej pierwszej nocy zostawila mi w pokoju kartkę o tym, żebym odpoczęla wlasnie i że poznanie dzieci może poczekać. No i zapukala, żeby dać mi zatyczki do uszu w razie, gdyby rano dzieci robily ogólny harmider. Nieźle.. To mi się podobało, chociaż ja mam twardy sen, więc i tak z nich nie skorzystalam (z resztą - bez przesady, nie robily mega halasu)..
Jak widać na powyższym przykładzie, są to ludzie uprzejmi, ale i... zdystansowani, o czym mogłam przekonać się już w czasie mojego pierwszego pobytu en France. W niektórych sytuacjach ich zachowanie bylo wg mnie aż dziwne. Od razu sobie wtedy myslalam, że Polacy są.. inni.. No różnimy się, różnimy.. Nie da się ukryć. Ale to jest fajne, taka różnorodnosc kulturowa..
Mój dzień wyglądal tak: rano od ok. 8:30 do 10:00 jadlam sniadanie (przez 2 tyg sama, potem już z Jankiem, jak go nazywam), ubieralam dzieci przemiennie z Gaelle (więc jak byl to Maxou - MAKSU, trzeba bylo go przewinąć) i ogólnie pilnowalam ich do czasu aż szlismy z Jeanem szukać slimaków (jego ulubione zajęcie, ja oczywiscie po pewnym czasie mialam tego dosyć), albo z dwójeczką na spacerek. O 12 asystowałam przy ich obiedzie i uwaga - to jest komedia - Francuzi potrafią dać swoim dzieciom do zjedzenia chipsy + plaster szynki, ale ich jedzenie to w ogóle inna historia.. W każdym razie częsciej dawali im jakies warzywa i mięso, a na deser jogurcik, więc komedii nie bylo aż tak czesto:) Po zjedzeniu miały siestę, do której też na zmianę z mamą ich przygotowywałysmy. Po obiedzie z doroslymi to była też przerwa dla mnie, 14-16, potem budzilam Janka (nie bylo fajnie gadać z nim, kiedy byl zaspany, ale dawalam rade), asystowalam przy podwieczorku (ewentualnie przewijalam Maxima) i znów gdzies szlismy (na plażę, plac zabaw, karuzelę lub do ogrodu warzywnego dziadków - Ile de Re, a jednego popoludnia bylam z Jankiem na teatrzyku "Guignol" - GINIOL). Potem kolacja, mycie, przebranie w piżamki, czytanie książki (z której Janek najbardziej lubił "Les fantomes" - opowiadanie o duchach i "Pipi, kaka, popo" - o siuskach, kupce i w ogóle, jak to mają dzieci w tym wieku)
Janek, jak na 3-latka przystalo, miewal różne humory, a wlasciwie zachowania. Byly momenty, kiedy bylam "gentille" - mila, byly też takie, kiedy mówil odwrotnie. Ogólnie zawsze chodzilo o to, żeby bylo po jego mysli. Ale Gaelle i Regis są raczej normalnymi rodzicami, dlatego mialam prawo skarcić, gdy bylo trzeba..
Reasumując, niezle doswiadczenie, taki wakacyjny kurs, samoksztalcenie pedagogiczne...
Jak będę miala czas i ochotę, opiszę jeszcze gdzie bylam konkretnie, co robilam w wolne dni, kogo spotkalam, ogólne spostrzeżenia i co mi przyjdzie do glowy. Tak myslę...

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

1)"Były momenty, kiedy byłam "gentille" - mila, były też takie, kiedy mówił odwrotnie" - nie wierzę, że możesz nie być 'gentille' ;-)
2) Nie miałem na myśli, ze to pierwszy rok, jako taki, cały jest nieporadny. Przepraszam, jeśli poczułaś się tym dotknięta @->--
Takie akurat były fakty :)
3) To co robimy na Sylwestra?:>
4) Zboruś Tanathos pozdrawia Zborowinkę JB

JB pisze...

1) mogę i mam prawo i każdy ma..
2) wiem, wiem.. tak tylko sobie napisałam, nie wierzę, że mógłbyś tak myśleć:)
3) jakąś imprezkę, nie? :)
4) pozdr2

m.glaz pisze...

Zborowina pozdrawia Zborusia i Zborowinkę. Asiu, genialnie się czyta Twoje opowieści. Lubię czytać o dzieciach.

Anonimowy pisze...

hehe ja lubię janka i maksa chociaż ich nie znam...jeśli byli bardziej słodsi niż na zdjęciach to ja już nie umiem sobie ich wyobrazić...no ciociu chciałabym usłyszeć jak cczytasz bajkę po francusku...może kiedyś dla mnie :)

Ah z tymi zborowinkami!! i zborusiami...w konuc dekalodzy sie nazywamy:P

ale jednak zborowinki maja cos w sobie wiec ja zborowinka nizej podpisana pozdrawiam wszystkich zborowinow i zborowiny :)

Posh

Anonimowy pisze...

ale nazwa dekalodzy to tylko na potrzeby PR ;-)