środa, 12 listopada 2008
BAZA CENTRUM
Tak, też tam byłam. Pojechałam z nadzieją doznania czegoś nowego, dobrego, jakiejś zmiany, jakiegoś poruszenia.. Do końca nie byłam pewna, czy pojadę.. Właśnie dlatego, że chciałam czegoś doświadczyć, coś stamtąd zabrać, nie jechać na kolejny zlot i mieć jakiś niedosyt czy czuć jakąś pustkę.. Niestety już tak bywało, dlatego m. in. się zastanawiałam. W końcu udało mi się pojechać i skorzystać z całego dostępnego czasu. Niczego mi tam nie brakowało, więc wszystko jest w porządku, ale trudno mi to opisać. Po prostu, może czekałam na coś więcej, ale chyba zrozumiałam, że sama (cudem z góry), muszę więcej z siebie dawać. A zrozumiałam to już dawno temu w trawie i ciągle czekam na to coś... Naprawdę, było cudnie: ci ludzie, atmosfera, te ważne rzeczy, o których słyszałam, głupawki, które nam towarzyszyły (zwłaszcza w przedostatni dzień; uśmiałam się z niektórymi i to jest piękne; dziewczyny - jesteście super!). To jest to, co lubię, w takich miejscach dobrze się czuję. Ale, żeby brać, trzeba dawać. Wiadomo. Powiało mądrym zdaniem:) I wiem, że będę się starać, chcę się starać i oby mi to wychodziło. Amen.
dużo nas...
No wysypało blogerów, wysypało.. Czemuż? No fajne to jest.. Tak sobie pisać i kompletować. Dzisiaj mi się przypomniało, że na maturze był tekst o blogach właśnie (nie sądziłam że do tego wrócę - kiedy to było?), dawno temu w trawie:)..
Musi mi się tu udać wrócić do wakacji.. Bo to super czas. Ja np. mam nieraz takie sentymentalne chwile, zwłaszcza gdy słucham muzyki, tej, która towarzyszyła mi w danym momencie.. Wtedy, może nie wszystko, ale sporo się przypomina i myślę, że nie tylko ja tak mam.
A dzisiaj, po długim, mimo wszystko cudownym weekendzie (bo w jakże doborowym towarzystwie ludzi i nie tylko), powrót do codzienności. Ale nie narzekam. Między zajęciami zachodzę czasem do domu, tak też zdarzyło się dzisiaj. To b. pozytywny aspekt, że mam 20 minut na pieszo w jedną str. (a 2-godzinne okienko) i mogę w tym czasie np. zjeść. Niektórzy siedzą na uczelni cały dzień i praktycznie nie mają przerw. Nie znaczy to, że w ogóle nie jestem zmęczona, podkreślam tylko, że nie mam na co narzekać.
Musi mi się tu udać wrócić do wakacji.. Bo to super czas. Ja np. mam nieraz takie sentymentalne chwile, zwłaszcza gdy słucham muzyki, tej, która towarzyszyła mi w danym momencie.. Wtedy, może nie wszystko, ale sporo się przypomina i myślę, że nie tylko ja tak mam.
A dzisiaj, po długim, mimo wszystko cudownym weekendzie (bo w jakże doborowym towarzystwie ludzi i nie tylko), powrót do codzienności. Ale nie narzekam. Między zajęciami zachodzę czasem do domu, tak też zdarzyło się dzisiaj. To b. pozytywny aspekt, że mam 20 minut na pieszo w jedną str. (a 2-godzinne okienko) i mogę w tym czasie np. zjeść. Niektórzy siedzą na uczelni cały dzień i praktycznie nie mają przerw. Nie znaczy to, że w ogóle nie jestem zmęczona, podkreślam tylko, że nie mam na co narzekać.
piątek, 31 października 2008
Czas zacząć
Zamierzam umieścić tu m. in. moje wspomnienia z wakacji, które gdzieś tam sobie zebrałam, ale - jak w tytule - zaczynam (wreszcie się za to wzięłam), więc trochę potrwa, zanim spiszę tu to, co chcę... Może przez to brakować chronologii, ale co tam, to nie będzie dziennik. Ten, kto zakłada bloga, robi to wg swoich upodobań, taki też będzie mój:) Po prostu: 'quelquefois quelque chose a propos de moi'..., czyli czasem coś o mnie i kropka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)