niedziela, 31 lipca 2011

"A sip of inspiration" in the region Haute Savoie

Co mi się dziś przydarzyło? Ach no to, że postawiłam na trochę nogi me dwie w Szwajcarii. Wybraliśmy się do Reignier w regionie Górnej Sabaudii. Zapowiadało się pochmurnie, ale jadąc raz w górę, raz w dół, rozjaśniało się na tyle, że jak dotarliśmy do w. w. mieściny to słońce na dobre pogoniło chmury. Poznałam Myriam, która tam mieszka. Równa z niej kobieta (z resztą tak samo jak jej siostra). Chyba skorzystam z zaproszenia, by zobaczyć jeszcze kiedyś Genewę. Wszakże widziałam tylko jej fragment. Wystarczający, by ponownie stwierdzić, że i tak jak zrobię zdjęcia, to nie to samo, co na żywo. Chciałoby się, żeby niektórzy widzieli pewne miejsca razem ze mną. To by dopiero było, jakby rzekły Smerfy w wersji francuskiej - schtroumpfant! Będąc u Myriam, miałam na moment w rękach komiks o Smerfach właśnie i się dowiedziałam, że w ich wersji ABSOLUTNIE wszystko jest smerfowe, czyli w komiksach używają czasowników, rzeczowników, przymiotników, itd. od słowa schtroumpf właśnie, tj. smerf. Wszystko oczywiście należy interpretować wg kontekstu. Niezłe. Urzekło mnie to, bo w naszej wersji nie ma czegoś takiego (albo się mylę). Są po prostu Smerfy, mają swoją smerfową krainę, jest Papa Smerf, jest Smerfetka i w zasadzie to wszystko.

Dosyć o Smerfach. Wróćmy do Szwajcarii, a właściwie Genewy. Przede wszystkim kosmopolityczna. Usłyszy się tam francuski, niemiecki, włoski, angielski i parę innych jeszcze języków. Kolorowo, zegarowo, luksusowo, mniej więcej tak mi się rzuciła w oczy. Mieszanka kulturowa, a w tle siedziby marek zegarków za nie chcę wiedzieć ile pieniędzy. Fotorelacja być może już jutro, cierpliwości...

Wracając, zatrzymaliśmy się w Cerdon (region Rodan-Alpy), czyli tam, skąd pochodzi... cerdon. W zasadzie wcześniej, aż do tej pory, nie widziałam francuskich winnic, a tutaj tak ładnie były "rozprasowane" na wyżynnych polach. Zaszliśmy do jednej z winiarni i mieliśmy okazję spróbować.

Na końcu pokazali mi jeszcze spory kawałek zielonego terenu, zaraz przy Decines, gdzie jesteśmy. Jest tam jezioro, campingi, ludzie grają w piłkę, piknikują się. Co w tym szczególnego, co odróżnia to miejsce od np. łódzkiego Arturówka? To, że ludzie piknikują w konkretnych grupach, dzielą się na Azjatów, czarnoskórych, Arabów... Takie zamknięte grupy powstają bardzo szybko, ale ciekawe, kto wie, że są tego typu miejsca? Piszę tu o tej zielonej przestrzeni, nie o jakichś gettach. Nie jest to dość specyficzne?

2 komentarze:

4 Strony Świata pisze...

Gdzie mogę znaleźć wspomnianą fotorelację ?
Pozdrawiam :)

JB pisze...

https://picasaweb.google.com/107081822971890367060/ReignierGenewaICerdon300711?authuser=0&authkey=Gv1sRgCL_0rPfV-ueXxwE&feat=directlink