środa, 10 sierpnia 2011

10.08.2011

Tak sobie jeżdżę i obserwuję. O transporcie publicznym mowa. Ludzie przeróżni. Czasami mam ochotę uśmiechnąć się do kogoś obcego. Do dzieci mi to wychodzi. Takie słodziaki kolorowe wsiadają, że momentalnie robi się pociesznie na duszy. Raz wsiadła kobieta z wózkiem razem z dziewczynką, która tachała wielkie torebsko z zakupami. Przeszkadzało jej to później w naciśnięciu przycisku do wysiadki, ale, z niewielką pomocą, poradziła sobie, a przy tym była uśmiechnięta. Piękny widok.
Tutejszy mix narodowości, wyznań i kultur jest trudny do ogarnięcia. Ja jestem tak blisko tego wszystkiego w tym momencie, że ciągle nasuwa mi się coś na myśl, ale nie potrafię tego sprecyzować. Właściwie sama się do niego zaliczam. Jakaś część Polonii tu seżurnuje, wiadomo. Niektórzy Francuzi wspominają epokę pracy Polaków w kopalniach, inni mają po prostu polskich znajomych.
Oprócz tego, że ja obserwuję, inni też nie omieszkują tego robić. Chwilami mam wrażenie, jakbym miała na czole wypisane "obca". Ale to tylko takie moje odczucie, chyba przejściowe, bo w sumie to czuję się jak "u siebie". Poza tym, przyjęłam pewnego rodzaju "taktykę bezpieczeństwa", która polega na sprawianiu pozorów, że absolutnie wiem, gdzie jestem, że nie wpatruję się przez godzinę w rozkład i że patrząc na kierunki, tylko się upewniam. A jak robię zdjęcia, to dyskretnie. Zabawne, można uśmiać się z samej siebie. No bo kto by się nie śmiał z własnych narracji, pojawiających się codziennie w głowie. Fakt, że niektórzy je ujawniają w postaci mówienia do samych siebie, ale to w zasadzie podobne do tego, co się czyni na blogu...

Do następnego!

Brak komentarzy: