Znam jedną taką. Jadąc tam myślałam, patrzyłam, słuchałam dźwięków i spałam. Taki początek moich wakacji...
Ma w sobie coś, czego nie ma żadne miasto. Trudno określić co, bo spokój i ciszę doceni każdy mieszczuch. Jest po prostu inna... Wieś... Ludzie są inni, tryb życia jest inny i zjawiska atmosferyczne też jakby inne.
Wjeżdżasz do niej i wiesz od razu, że nie jesteś stamtąd. Odbierasz spojrzenia mieszkańców. Ciekawscy? Po części. Nieważne czy autem, rowerem, traktorem, czy na przyczepie (wszystko dozwolone) - ważne, że jedziesz. I może nie jesteś totalnie obcy, ale zauważony na pewno. Patrzą na Ciebie, bo muszą wiedzieć, czy Cię przypadkiem nie znają i wtedy automatycznie machają lub kiwają głową.
Pewna część dzieciństwa tam. Zmiany? Niewielkie. Życie posuwa się na przód, jakiś mniej więcej określony obraz został. Cel - odwiedziny. Trochę inaczej spędzany czas, spora jego część na zastanawianie. Inne niż w mieście zajęcia. Mniej stresu? Możliwe. Inny charakter pracy i obowiązków.
Zielone łączki, pola z kłosami, sady, ogródki.
Krowy, kury, kaczki, psy i koty.
Mieszkać tam zamiast w mieście? Nie. Trochę nudno... Ale miło by było mieć drugi dom na wsi (a właściwie jeden z wielu, bo można tu wliczyć sporo miejsc; dom - pojęcie względne).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz