Budzę się rano i myślę: co za żal, trzeba wstać, ogarnąć się i zacząć nowy dzień.
Owszem trzeba, a kiedy się już zacznie, to myślenie się zmienia. Bo dopóki śpię, to bardzo nie lubię tego wyrwania ze "snu" albo snów (choć nie za często je miewam). Chciałabym wtedy w ogóle się nie budzić.
W głowie rysuje mi się cały dzionek albo tylko szary szkic. A w realu bywa różnie, w każdym razie nigdy sama tego nie tworzę.
Lubuję wiosnę.
Wszyscy zawsze niecierpliwie na nią czekają, dla niektórych bywa początkiem czegoś nowego.
Zaiste.
Wstawanie wiosenną porą, mimo wszystko, przychodzi łatwiej.
2 komentarze:
Pobudka studentki jest godna pozazdroszczenia :) Do tej pory pamiętam jak wstawałam na raty, a teraz... no cóż, teraz są inne przyjemności.
Oj też coś o tym wiem :), najtrudniej jest wstawać, gdy się poszło później spać, a trzeba wstać przed 6, to jest ból..., ale trzeba wstać i nie zaspać do pracy...:), a potem po prysznicu, śniadanku... jest lepiej... i dalej życie płynie..., ale nie samo...Ktoś nad tym czuwa... :)
Prześlij komentarz